Anna Kensoń: Powiedzcie, czy planujecie wydanie nowej płyty? Pracujecie nad czymś aktualnie?
Yellow: Prace są dość intensywne i zaawansowane, mamy już praktycznie materiał na całą płytę, natomiast wymaga on jeszcze „dopieszczenia”. Mamy nadzieję wejść do studia w okolicach stycznia, lutego aby zarejestrować nową płytę.
Wróbel: Mamy już roboczy tytuł tej płyty, brzmi on „Człowiek”, jest to takie słowo, które gdzieś tam będzie korelować z większością utworów na tej płycie, no i po prostu „Człowiek”.

A.K.: A cos więcej o tym Człowieku? Człowiek w sensie biologicznym, ontologicznym…
Wróbel: W sensie etymologicznym również. W każdym sensie! Człowiek jaki jest – każdy widzi.

A.K.: W Waszych tekstach aż zionie optymizmem, nawet Wasza ostatnia płyta o tym świadczy – tytuł „Optymistyka”. Jak to robicie, że w Was tyle pozytywnej energii płynie?
Wróbel: Fajne sformułowanie: „zionie optymizmem”, fajnie to brzmi (śmiech)! Wiesz co, generalnie wolimy dzielić się emocjami dodatnimi z ludźmi. Tacy jesteśmy i taki mamy przekaz – no „przekaz” to może wyświechtane słowo, ale jacy jesteśmy, taka jest nasza muzyka najprościej mówiąc.
Yellow: Ja bym też tak powiedział, że to tak troszkę refleksyjnie wokół optymizmu się kręci, ale ma to charakter takich refleksyjnych spostrzeżeń. Optymistycznych oczywiście!

A.K.: Ale rozumiem, że w Waszym życiu, tak jak w życiu wszystkich ludzi są momenty, kiedy nie wszystko jest super… I teraz jak sobie z tym radzić?
Wróbel: „Jest super, jest super…” Trzeba się udać do psychoterapeuty wtedy. Albo do szamana.
Yellow: Dobrze, mówiąc poważnie, to my nie chcemy dawać żadnych rad, co robić w takich chwilach. Myślę, że każdy wie najlepiej, na przykład mi pęknął but podczas wymieniania baterii łazienkowej i nic na to nie mogę poradzić w tej chwili. No, taki dzień po prostu!

A.K.: Dobra, przejdźmy w stronę muzyczną w takim razie. Grywacie koncerty dość często. I powiedzcie mi, czy wolicie na tych koncertach grać takie standardy, klasyczne Wasze kawałki jak „Hahahaczyk” czy „Do prostego człowieka”, kiedy entuzjazm publiczności jest wielki, wszyscy się cieszą, jest fajnie, hurra, czy raczej takie mniej oklepane utwory, do których czujecie jakiś sentyment, ale kosztem mniejszej żywiołowości publiki.
Wróbel: Ja myślę, że są utwory, które powinny się na każdym koncercie pojawić, lub prawie na każdym, dlatego, że są to jakieś ikony naszej muzyki. Natomiast choćby na tej trasie… właściwie na każdej trasie odświeżamy trochę set listę, wprowadzamy jakieś stare, dawno nie grane kawałki, wprowadzamy również nowe rzeczy, premierowe. Tym razem nowością jest set akustyczny, który gramy po raz pierwszy w historii zespołu. Jest też utwór, którego nie ma jeszcze na żadnej płycie, został wydany na singlu w Czechach póki co i prawdopodobnie znajdzie się na nowym albumie, jest to cover Jaromira Nohavicy, pod tytułem „Danse macabre”…

A.K.: Właśnie wyprzedziłeś moje pytanie, bo chciałam spytać o ten utwór. Dlaczego Nohavica? Bo stylistyka muzyczna Nohavicy nie jest za bardzo podobna do twórczości Akurata. Skąd ten wybór?
Wróbel: No myślę, że bardzo fajne rzeczy wychodzą wtedy, kiedy łącza się światy niezależne, odrębne i dzieje się coś zupełnie nieprzewidywanego. Mi osobiście blisko jest do bardów, i bardów polskich i nie tylko, i dlatego ten Nohavica jako twórca żyjący, działający i wzrastający cały czas, jest nam nieobcy… Po prostu spotkaliśmy jego twórczość, potem spotkaliśmy się osobiście i tak wyszło.
Yellow: Był też taki projekt składankowy związany z jego twórczością. Wtedy tak też bardziej pochyliliśmy się nad jego twórczością.
Wróbel: Tak, właściwie od tego się zaczęło, że mieliśmy być na płycie z utworami Jaromira Nohavicy, znaczy poproszono nas o udział w tym projekcie, natomiast niestety projekt upadł. Ukazała się gdzieś płyta z takimi przeróbkami, ale to była jeszcze inna rzecz…
Yellow: Wiele zespołów miało robić utwory – sorry, że się tak wcinam – ale miało być tak, że wiele zespołów miało robić po jednej piosence na tą płytę i my też mieliśmy to zrobić i w tym momencie tak bardziej się zainteresowaliśmy twórczością Jaromira.
Wróbel: Po czym okazało się, że płyta się nie ukaże, bo wydawca gdzieś tam spakował walizki (śmiech), ale my zostaliśmy z tym pomysłem. To jeszcze nie było nagrane i postanowiliśmy dokończyć rzecz.
Yellow: Wydawca był Katarczykiem… I miał grypę… (śmiech)

A.K.: Porzucamy wątek grypy. Dobra, obaj jesteście tekściarzami. Powiedzcie mi gdy powstaje hit, to jak piszecie to czujecie „O! to będzie przebój!”, czy to dla Was totalne zaskoczenie i nie sposób przewidzieć który utwór trafi do serc słuchaczy, i żyje on tak jakby swoim życiem?
Wróbel: Wiesz, dobieramy najbardziej popularne słowa, bo ludzie lubią to co znają, więc wpisujemy wiesz, w Wikipedii i Google i to co tam ukazuje się na szczycie i z tego właśnie budujemy hity.

A.K.: A tak serio?
Wróbel: A tak serio? To myślę, że jest to dla nas często zaskoczeniem. Na pewno jest taki moment, kiedy coś uderza do głowy, pomysł, na przykład zbitek słów lub wers lub zwrotka i jeżeli to działa na twórcę, to jest dobry znak, że jest to kandydat na taki hit. Tak myślę. A później co się z tym dzieje, to już zależy od słuchaczy, albo pójdzie dobrze, albo nie…
Yellow: Mnie inspirują bardzo walki Andrzeja Gołoty na przykład... No, ale z tym wyczuciem to ciężko raczej wyczuć czy coś będzie – nazwijmy to hitem – czy nie. Jedyne co ja potrafię wyczuć, to to, czy tekst spływa fajnie, naturalnie się rodzi, czy trzeba do niego podchodzić wiele razy. I są takie piosenki, które rzeczywiście robi się w chwili, w kilkanaście minut, i bywa tak, że właśnie te piosenki są bardzo dobrze potem przyjmowane, ale też zdarza się tak, że teksty długo opracowywane również się podobają.
Wróbel: Poza tym wszystko się może zdarzyć później, czyli wiesz, tekst to jest taki pierwszy rozdział i później jest muzyka albo odwrotnie – najpierw jest muzyka. No a potem jest jeszcze aranżacja i to wszystko, ta energia, która z tego zostanie zbudowana na końcu  - dopiero  wskazuje czy to będzie hit czy nie.

A.K.: No właśnie o to mi chodziło. Nie jak się robi przebój, tylko czy da się to przewidzieć… OK. kiedyś pisaliście teksty, ale ich nie śpiewaliście. Jak to wygląda, czy lepiej jest napisać tekst dla siebie, który wiecie, że sami później zaśpiewacie, czy lepiej jest go napisać i mieć go, że tak powiem, z grzywki, żeby ktoś inny go zaśpiewał? Jak jest łatwiej? Czy raczej jak jest lepiej?
Wróbel: Trudno mi to ocenić. Na pewno tekściarzem jestem tym samym, którym byłem, kiedy nie śpiewałem tych tekstów. Myślę, że nie robi to dla mnie różnicy, bo bywa tak, że mój tekst śpiewa teraz Wojtek…
Yellow: I vice versa;) Pisząc tekst i śpiewając go pomija się etap tłumaczenia czegokolwiek komukolwiek o czymkolwiek, tylko po prostu ma się go w głowie, ma się go w sercu i jakoś się go interpretuje i przetwarza na swoją energię. No i teraz tu można gdybać czy tu jest lepiej, czy tu jest gorzej. Ja uważam, że śpiewanie swoich tekstów jest fajną sprawą.
Wróbel: Ja również. Naprawdę.

A.K.: W swoich tekstach bawicie się słowami. Ale napisaliście piosenkę: „Słowa bawią się mną”, czyli tak jakby zaprzeczenie. Jak to jest? Człowiek jest bytem pierwotnym w stosunku do języka, a Wy śpiewacie, że jest odwrotnie. Czyli co, język zawładnął człowiekiem?
Wróbel: Ten utwór dla mnie mówi bardziej o takim uzależnieniu od słów. Jednocześnie jest pewnym hołdem i wyznaniem pokory twórcy. Ponieważ to jest tak, że słowa przypływają skądś i przepływają. Ja czuje taka fajną rzecz, że pisanie jest darem, jest umiejętnością, jest talentem i dziękuję za to. To jest tak, jak w tym tekście, że to jest silniejsze czasami ode mnie. Odkładam inne rzeczy, bo coś akurat chce wyjść na kartkę.
Yellow: Ja tutaj kontynuując myśl Piotra, tak myślę, powiedziałbym, że czasami czuję się jak li tylko i aż tylko przekaźnik jakiejś energii słowa, która gdzieś tam sobie krąży. No i dosłownie, są takie piękne chwile, kiedy się czuje, właśnie tak jak powiedziałem wcześniej, że ten tekst się sam sypie, rodzi i naprawdę trudno sobie wyobrazić, że ja te słowa poskładałem sam. Jest coś takiego jak energia słów.

 

A.K.: Który z Was napisał piosenkę „Roman i Julia”?
Wróbel: Przyznaję się.

A.K.: To bardzo ładna historia miłosna. Prawdziwa?
Wróbel: Zmyślona. (śmiech) nie no poważnie wiesz, historia jest zmyślona prawda, ale postacie i ich cechy charakterystyczne są zaczerpnięte z życia. Co ciekawe, moja przyjaciółka kiedyś usłyszała tę piosenkę po raz pierwszy i stwierdziła „O jeju, to jest piosenka o mnie!”, choć zupełnie nie była. Ale ona tak bardzo się zidentyfikowała z Julią. Chociaż na imię miała Lidka.
Yellow: Jeśli mogę cos dołożyć, że to że jest właśnie fajne i piękne w tekstach, w piosenkach, że potem, po napisaniu ich, po nagraniu one żyją swoim życiem, niektórzy ludzie się identyfikują z tym tekstem, a my na to już kompletnie nie mamy wpływu i gdzieś tam się dowiadujemy, że właśnie tak jak Piotrek mówi, ktoś tam stwierdza „o! to jest o mnie!”, albo się zaręczał przy takiej piosence itd., itd., i to jest właśnie fajne.

A.K.: A mieliście kiedyś taki problem, że ktoś za bardzo uwierzył w Wasze teksty?
Wróbel: Tak! Była taka śmieszna i straszna sytuacja. Napisał ktoś, że piosenka „Żółty wróbel” jest o nim - mniej więcej tymi słowami: „jeżeli ten utwór jest o mnie, to moglibyście powiedzieć mi to wprost, a nie pisać piosenki”. A to była osoba, której nigdy w życiu nie spotkaliśmy. Taka historyja;)
A.K.: To powiedzcie jeszcze czego tak prywatnie słuchacie? Czy to jest to co gracie, czyli reggae, ska punk, trochę rocka, czy czasem sięgniecie po Chopina, Black Sabbath, jakiegoś Milesa Davisa, czy coś zupełnie innego?
Yellow: Ja oczywiście słucham tylko mamy i radia Emiter;)
Wróbel: Ja słucham wielu rzeczy, ostatnio jestem człowiekiem zapracowanym i nie mam tyle czasu na słuchanie muzyki ile bym chciał, i robię to w samochodzie na przykład i wykorzystuję jakieś „mikro-chwile”, albo ucząc tańczyć moją roczną z kawałkiem córeczkę, wtedy jest to pretekst do posłuchania czegoś. Różniastej muzyki słucham, za dużo by tu wymieniać, ale nie zamyka się to oczywiście tylko do gatunków, które są kojarzone z nami.

A.K.: Dziękuję za wywiad